FRAGMENTY I CYTATY

Fragmenty i cytaty z książki Dziedzic ciemności Darii Hodowanej



Nie rozumiałem nic z tego, co się działo wokół mnie. Trudno byłoby oczekiwać czegoś innego od zaledwie parolatka, którego wystraszyły głosy spod łóżka. Chrobotanie, jakby ktoś drapał długimi i zaniedbanymi pazurami po podłodze, zostawiając białe wgłębienia i pył kafelkowy. Głos wysoki, jakby dziewczęcy w swoim brzmieniu, ale wiedziałem, że to był mężczyzna. Powiedział mi o tym. Szeptał do ucha i oblizywał je swoim obślizgłym językiem.



Moje zielone oczy mimowolnie zaczęły świecić jaskrawą barwą. Czułem, jak przez całe moje ciało przepływa nieprzyjemny dreszcz. Zdawałem sobie jednak sprawę, że te bóle będą się powtarzać jeszcze przez pół roku. Tak bardzo zazdrościłem tym, którzy mają już ten okres za sobą.



Podobno tamte czasy były zbyt traumatyczne i każde wspomnienie bolało, jakby cię żywcem palono. Zdaniem niektórych nawet bardziej. Dla mnie przeszłość nie miała aż takiej wagi. Z tego samego powodu nie miało znaczenia to, na jak niesprawiedliwą karę został skazany Tenemur. Nie chciałem, by za czasów sprawowania mojej władzy ludzi to spotykało. W końcu powinniśmy być bardziej cywilizowani niż ci z Ziemi.



Takie zamieszanie z powodu zwykłych urodzin. Czasem wolałbym spędzić je normalnie. Bez tego całego przepychu. Obserwowałem to wszystko z wysokiego położenia. Jakbym sprawował nad tym władzę. Może ucieknę?



– Dzień dobry, Pani Iverson. Może pomogę? – zapytałem całkowicie szczerze. Nie liczyłem na odmowę, ale na przyjęcie mojej oferty.



– Wiesz, że się staram. Ja po prostu czasem jej nie rozumiem. Jest do ciebie taka podobna…

– Obiecaj mi, że pomimo tego zawsze będziesz przy niej. Nie ważne, co by się działo. Musicie być po jednej stronie.



Poczułem, jak tracę grunt pod nogami. Moje oczy przybrały znowu naturalną barwę, ale ciało ciągle bolało. Nie dowiedziałem się czegoś znaczącego. Muszę dowiedzieć się więcej, co oznacza M4.R.



Tymczasem ja, nie wiedząc, co mnie czeka, biegłem przed siebie. Emocje buzowały we mnie niczym wrzątek w przykrytym garnku. Słyszałem, jak za mną biegną strażnicy. Im w tamtym w momencie najbardziej zależało na mojej ochronie, a nie na złapaniu mordercy, co było wtedy moim celem. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że pozostawiłem Lortiego w stodole. Fakt, że już go nie było.



Gdy się obudziłem, zszedłem do lochów, w których był… Nawet nie wiedziałem, jak go nazwać. Dziwnie mi było określać go mianem Lorty. To nie był mój przyjaciel. Chyba… A może? Czy to w ogóle możliwe?



Gdy siedziałem w jednej z bogato zdobionych kajut, odczuwałem narastający we mnie strach i obawę. Nie byłem w stanie nic przełknąć. Choroba morska na pewno tego nie ułatwia.



Jej szata ciągnęła się po ziemi. Rozglądała się po zakrwawionych ścianach jego celi, a na końcu spojrzała na niego. Kamienny wyraz twarzy, przypominający wręcz kościotrupa. Mało co zostało z jego ludzkiego wyglądu. Można było powiedzieć, że zanikał.



Nie do wiary, że tak ważnych rzeczy dowiedziałem się dopiero wtedy. W momencie, gdy od koronacji dzieliło mnie pół roku. Nagle po kamiennym stole zaczęła przybliżać się do mnie czarna skrzynka. Niepewnie ją otworzyłem, chociaż wiedziałem, co tam będzie. Moja manela różniła się od innych. Po pierwsze, nie była srebrna tylko złota. Jej budowa nie była delikatna, lecz wręcz surowa. Przypominała mosiężny łańcuch. Na środku znajdował się kamień, który połyskiwał ni to bordową, ni czarną barwą.



– Nie chodzi o żaden kurewski gest! – Aż cały zadrżałem. Nigdy nie spodziewałbym się takiej wypowiedzi z ust mojej rodzicielki. Alsem też się tego chyba nie spodziewał, bo wyłapałem jego przyśpieszony puls. – Wybacz, Alsemie, ale jestem zmęczona podróżą. A temat uważam za zakończony. Jeszcze jedno. Nigdy więcej nie waż się zostawiać otwartych drzwi w tamtej celi, bo zostaniesz odsunięty.



– Miłość to czasem za mało braciszku. – powiedziała cicho i spokojnie. Była opanowana niczym lekki wiatr, który poruszał drzewami.



Zamarłem. Nie potrafiłem wydusić z siebie więcej słów. Straciłem mowę. Po prostu wyszedłem z małej chatki. Czułem się tak, jakbym został wrzucony do innego wymiaru, w którym nie potrafię się całkowicie odnaleźć.



Zaczął wpatrywać się w skalny sufit. Czuł, że już niedługo się z nim pożegna. Długo musiał czekać na ten dzień. Zabawne są te zaklęcia. Jednakże chciał się jak najlepiej przygotować do powrotu. Nie mógł przecież ryzykować powrotem tutaj albo czymś jeszcze gorszym.



Nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego tak postąpiła. Przecież doskonale zdawała sobie sprawę, jak bardzo mnie to zrani. Rozszarpie moje serce niczym szponami, tworząc z niego krwawe ochłapy, które nie byłby w stanie kochać. Nie mogę stracić mojej przyjaciółki. Muszę coś zrobić.



Czułem, jak pęka mi serce. Kawałek po kawałku. Fragmenty odpadające i spadające w dół mego ciała. Skażone, wyniszczone. Dlaczego nie chciała walczyć? Podjąć próby ucieczki.



Moje oczy były opuchnięte od płaczu. Chowałem się po kątach, by to robić. Przed innymi starałem się być silny. Jeśli ja bym się złamał, zrobiłoby to całe królestwo.



– Znałeś ryzyko, kiedy wysyłałeś swoją duszę. To, co trzyma w tobie człowieczeństwo, które tak zakrywałeś mrokiem.





Książka Dziedzic ciemności Darii Hodowanej – wizualizacja
Zamów książkę Dziedzic ciemności Darii Hodowanej – księgarnie i sklepy

LUB ZOBACZ WIĘCEJ:

Recenzje, opinie i oceny o książce Dziedzic ciemności Darii Hodowanej

Zobacz więcej – opis świata i bohaterów książki Dziedzic ciemności Darii Hodowanej